Blog
Memento mori..
Michał Tyrpa
Michał Tyrpa inicjator akcji "Przypomnijmy o Rotmistrzu" ("Let's Reminisce About Witold Pilecki")
51 obserwujących 380 notek 372718 odsłon
Michał Tyrpa, 11 listopada 2007 r.

Nie ulegać sugestiom teraźniejszej małości

…czyli rozważania na Święto Niepodległości Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej.

Zacznijmy od obszernego cytatu:

„Paderewski był artystą – patriotą. Do suchych zagadnień politycznych podchodził od strony uczuciowej i estetycznej, czy moralnej. Nie zgłębiał ich treści i znaczenia, operował raczej górnolotnymi hasłami niż konkretnymi danymi statystyki. Niewątpliwie wielkie sukcesy polityczne zawdzięczał bardziej swemu nieopisanemu urokowi niż argumentacji, do której uciekał się niechętnie. (…) Otaczał się doradcami, którzy niestety zawsze byli tanimi pochlebcami. (…) Do urzędowych swych współpracowników odnosił się podejrzliwie, szczególnie jeżeli miał powód przypuszczać, że są od niego bardziej kompetentni. Ten ostatni wzgląd kierował jego stosunkiem do drugiego delegata Polski, profesora Askenazego. (…) Askenazy nie posiadał uroku, jakim rozporządzał Paderewski, i nie był lubiany w kołach Ligi. Obawiano się jego kompetencji, gruntownej znajomości zagadnienia i niezłomnej nieustępliwości, gdy chodziło o zasadnicze uprawnienia Polski. Nie był wygodny, ani przyjemny w dyskusji. (…) Paderewski reprezentował Polskę romantyków, Askenazy czuł się wysłannikiem Polski Stefana Batorego. Z jego to autorytetu stawiał czoło każdej burzy. Wśród wszystkich naszych reprezentantów za granicą nie było wówczas drugiego, który by miał tak głęboko ugruntowany psychiczny kompleks potęgi Rzeczypospolitej. Trzeba było tak jak on być przepojonym historią naszej przeszłej wielkości by nie ulegać sugestiom teraźniejszej małości. (…)

Któregoś dnia dowiedzieliśmy się z Paryża, że koła syjonistyczne szykują w Genewie – na oczach całego zebranego tam świata – wielką manifestację z powodu rzekomych pogromów w Polsce. [chodzi o opisywane szeroko w owym czasie w prasie europejskiej i amerykańskiej zamieszki antyżydowskie w takim „polskim” mieście jak mołdawski Kiszyniów - przyp. MT] Paderewski, który zwykle skupiał wszystko zazdrośnie w swoim ręku, nie bez złośliwości tym razem zwrócił się do Askenazego, jako niewątpliwie kompetentnego w sprawach żydowskich, by się zajął delikatną sprawą zapobieżenia nieprzyjemnej dla nas manifestacji. Sekretarzowałem wówczas Askenazemu. Wybrał mnie na to stanowisko ze względu na więzy, jakie go dawniej łączyły z moim dziadem Lubomirskim, także głębokim znawcą naszej przeszłości i badaczem jej historii. Ponieważ dowiedzieliśmy się, że przygotowaniami na terenie Genewy – z ramienia paryskiej Alliance Israelite Universelle – zajmuje się miejscowy rabin nazwiskiem, zdaje mi się, Ginsburger, Askenazy polecił mi zorganizowanie u niego wizyty. O umówionej godzinie zgłaszamy się do rabina. Po przywitaniach zostawiają mnie samego w salonie, sami zaś zamykają się w przylegającym gabinecie. Nie zdążyłem jeszcze zasiąść do gazety, kiedy drzwi od gabinetu otwierają się gwałtownie, wychodzi zeń szybko Askenazy, trzaska drzwiami przed nosem próbującego za nim wyjść rabina i gestykulując swymi charakterystycznymi kanciastymi ruchami, woła: ‘Panie drogi, chodźmy stąd, ten huncwot mnie obraził. ‘ Wyszliśmy, ale dotąd nie dowiedziałem się, o co im poszło. Tymczasem czas mijał, przygotowania do manifestacji posuwały się naprzód. Dwa dni przed wyznaczonym terminem zjeżdżają z Paryża naczelne władze AIU – między nimi, jeżeli się nie mylę, Lucien Wolff. Na życzenie Askenazego organizuję mu z nimi spotkanie u niego w hotelu. Poszło mi z tym nadspodziewanie gładko. O oznaczonej godzinie czekamy na delegatów w pokoju Askenazego w hotelu Les Bergues. Gdy ich przybycie zostało nam z dołu telefonicznie zaanonsowane, Askenazy poleca mi chwilę gości zabawić, a sam znika w przylegającej do pokoju łazience. Wprowadziłem trzech panów, sadzam na kanapie oznajmiając, że pan minister zaraz przyjdzie, i próbuję zabawiać gości rozmową o pogodzie.

Czekamy pięć minut, dziesięć minut, piętnaście minut… Atmosfera zaczyna stawać się przykra. Siódme poty na mnie biją: cóż on tam może robić tak długo w tej łazience, z której nie ma przecież innych drzwi? Nareszcie drzwi od łazienki otwierają się z trzaskiem. Wszyscy wstają zdenerwowani czekaniem. Ale choć drzwi pozostają otwarte, nikt się w nich nie ukazuje. Więc moi panowie zaczynają powoli podchodzić do drzwi – ja z nimi. Widzę, że w dalekim rogu łazienki stoi pochylony nad umywalnią Askenazy w koszuli z podwiniętymi rękawami i myje ręce. Raz po raz odwraca głowę ku nam i patrzy na swoich gości z wyrazem złości i wstrętu, to znowu patrzy na mydło w swoich rękach, ale nie mówi nic. Nareszcie wyprostowuje się i susząc ręce ręcznikiem zaczyna ryczeć jak dziki lew – bez jakiegokolwiek słowa czy nawet gestu powitania:

- A czy wy wiecie, że mnie obraził ce sale petit Juif de rabin? [„ten brudny Żydek-rabin” – przyp.MT]

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

darmowy hosting obrazków Przypomnijmy o Rotmistrzu / Let's Reminisce About Witold Pilecki on Facebook. Doświadczając kolejnych erupcji Inferno Polonico, przed oczami duszy widzę Witolda Pileckiego, który do nas, wolontariuszy akcji społecznej "Przypomnijmy o Rotmistrzu" ("Let's Reminisce About Witold Pilecki mówi"), mówi:"Z powodu mojego imienia będą was nienawidzić" (Mt 24,9)

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @SIŁACZKA On też miał s w o j e r a c j e ! Więcej empatii, Siłaczko! I odrobinę...
  • @SIŁACZKA Empatia. I podziw. To jest to, czego wciąż nam brakuje... Co teraz odważny...
  • @SIŁACZKA Jaśniej proszę. Kogo wybrałaś? Prowokatora czy skończonego lenia -...

Tagi

Tematy w dziale